Przejdź do głównej treści

Profit Drive

Firma rośnie, a zysk znika

okladka blog 13 09 2026

Przychód rośnie z roku na rok. Zamówień jest więcej, hala pracuje pełną parą, zatrudnienie się zwiększyło. A zysk stoi w miejscu albo po cichu spada.

To jedna z najczęstszych sytuacji, jakie widuję w firmach produkcyjnych i usługowych. I prawie zawsze właściciel szuka przyczyny w niewłaściwym miejscu — w kosztach ogólnych, w cenach materiałów, w wydajności. A odpowiedź siedzi poziom niżej: nie wszyscy klienci i nie wszystkie produkty zarabiają tyle samo.

Niektóre zarabiają bardzo dobrze. Niektóre ledwo wychodzą na zero. A niektóre realnie dokładają do interesu — mimo że generują przychód i wyglądają na sukces.

Wolisz posłuchać?

Ten sam temat omawiam w podcaście Profit Drive, w odcinku „Firma rośnie, a zysk znika. Gdzie naprawdę uciekają pieniądze?” — te same dwa przykłady i ta sama metoda liczenia. Posłuchaj odcinka →

Wynik całej firmy to średnia, która ukrywa prawdę

Rachunek wyników pokazuje na koniec jedną liczbę: ile firma zarobiła w sumie. To wygodne, bo mieści się w jednym zdaniu. I mylące, bo to jest średnia.

Średnia z bardzo różnych historii. Firma prawie nigdy nie zarabia równomiernie na wszystkim, co robi. Za jedną liczbą „marża 20%” mogą kryć się klienci z marżą 40% i klienci z marżą 2%, obsługiwani przez ten sam zespół, na tych samych maszynach.

W wielu firmach powtarza się podobny wzorzec: mniejszość klientów odpowiada za większość realnego zysku. Reszta albo ledwo się opłaca, albo jest w praktyce dotowana przez tę najbardziej rentowną grupę.

To nie jest reguła matematyczna i nie zawsze wychodzi tak samo. Ale jako punkt wyjścia do sprawdzenia — sprawdza się zaskakująco często.

Największy to nie to samo co najbardziej opłacalny

Największy klient wygląda jak najcenniejszy. Generuje najwięcej przychodu, jest priorytetem w grafiku produkcji, rozmawia się z nim najczęściej, a jego nazwa pada na spotkaniach zarządu.

Tylko że rozmiar zamówień i opłacalność to dwie różne rzeczy. Duzi klienci mają większą siłę negocjacyjną i zwykle z niej korzystają:

  • negocjują niższe ceny i wyższe rabaty
  • oczekują krótszych terminów realizacji
  • wymuszają zmiany w planie produkcji — a to oznacza przezbrojenia maszyn, nadgodziny i przestoje na mniejszych seriach dla innych zamówień

Każda z tych rzeczy kosztuje. Problem w tym, że te koszty prawie nigdy nie wracają do konkretnego klienta. Znikają we wspólnej puli kosztów, gdzie rozkładają się równo na wszystkich — także na tych klientów, którzy ich nie wygenerowali.

Przykład: dwaj klienci tej samej firmy

Weźmy firmę z przychodem 20 milionów złotych i realnym zyskiem netto na poziomie 3%. Zobaczmy, co dzieje się w środku tej liczby.

Klient A. Przychód roczny 3 mln zł — 15% całego obrotu. Duże, nieregularne zamówienia. Rabat 15%, wynegocjowany kiedyś „żeby złapać kontrakt”. Częste zmiany terminów, które wymuszają nadgodziny i przezbrojenia.

Po doliczeniu realnego kosztu obsługi — nie tylko materiałów, ale też dodatkowej pracy i przestojów — efektywna marża spada z typowych 35% do 3–4%.

Klient B. Przychód roczny 800 tys. zł — 4% obrotu. Standardowe, przewidywalne zamówienia. Bez rabatu, stabilny harmonogram. Marża zostaje blisko standardowej: około 35%.

Klient A generuje niemal czterokrotnie więcej przychodu niż klient B. Realnie zostawia w firmie mniej więcej tyle samo zysku — a w gorszym roku mniej.

Patrząc na wielkość zamówień, właściciel widzi w kliencie A swojego najlepszego partnera. Licząc rentowność, widzi kogoś, kto ledwo się opłaca i przy okazji dezorganizuje produkcję dla wszystkich pozostałych.

Nie wiesz, którzy klienci naprawdę zarabiają w Twojej firmie? Umów bezpłatną konsultację 30 minut — pokażę, jak policzyć rentowność klienta na Twoich danych, bez wdrażania żadnego systemu. Umów konsultację →

infografika klient a b 13 09 2026

Ten sam mechanizm działa na produktach

Dokładnie to samo dzieje się poziom niżej — na produkcie albo linii produktowej. Ta sama firma:

Produkt X — bestseller, 40% całego wolumenu. Bardzo popularny, ale w konkurencyjnym segmencie, ceny pod stałą presją. Przychód 8 mln zł, marża 12%, zysk brutto 960 tys. zł.

Produkt Y — nisza, zamówienia niestandardowe, 8% wolumenu. Mała konkurencja, klienci płacą więcej za dopasowanie. Przychód 1,6 mln zł, marża 45%, zysk brutto 720 tys. zł.

Produkt X generuje pięć razy więcej przychodu niż produkt Y — ale tylko o jedną trzecią więcej zysku brutto.

I tu dochodzi drugi wymiar, o którym łatwo zapomnieć: moce produkcyjne. Jeśli bestseller zajmuje nieproporcjonalnie dużo godzin maszyn i ludzi, to są to godziny, których nie można poświęcić na produkt Y — czyli na coś, co przy tym samym nakładzie daje niemal czterokrotnie wyższą marżę.

To nie znaczy, że trzeba przestać robić bestseller. Często to właśnie on daje skalę, obłożenie i stabilność. Ale warto wiedzieć, że to, czego jest najwięcej na hali, nie zawsze jest tym, co najbardziej zarabia.

infografika produkt x y 13 09 2026

„Ale ten klient to nasza wizytówka”

Tu pojawia się kontrargument, który słyszę za każdym razem — i który bywa całkowicie słuszny.

Część klientów i produktów jest mniej rentowna z dobrego powodu. Duży, rozpoznawalny klient bywa referencją, która otwiera drzwi do kolejnych kontraktów. Nowy segment rynku bywa na starcie nieopłacalny, zanim firma się w nim rozwinie i zbuduje skalę.

To są uzasadnione powody. Pod jednym warunkiem: że to świadoma decyzja.

Różnica między strategią a przypadkiem jest prosta. Czy ktoś usiadł, policzył, ile realnie kosztuje utrzymywanie tego klienta, i uznał, że warto — czy po prostu nikt nigdy tego nie sprawdził.

Jeśli wiesz, że klient A dowozi 3–4% marży, ale otwiera dostęp do całej branży, to jest decyzja biznesowa. Jeśli nie wiedziałeś, że to w ogóle jest 3–4% — to nie była decyzja. To był przypadek, który trwa.

Jak to policzyć bez systemu, krok po kroku

Nie potrzebujesz ERP ani działu analiz. Wystarczy Excel i jedno popołudnie.

1. Wybierz okres. Minimum pełny kwartał, najlepiej rok — żeby uśrednić sezonowość i jednorazowe wyskoki.

2. Zestaw dane obok siebie. Dla każdego większego klienta lub produktu: przychód, koszt materiałów, robocizna bezpośrednia, udzielony rabat, szacunkowy dodatkowy koszt obsługi — nadgodziny, przezbrojenia, reklamacje. Szacunek wystarczy; lepszy przybliżony niż żaden.

3. Policz marżę procentową, nie kwotę. To kluczowy krok. Dwóch klientów może dawać tę samą kwotę zysku przy zupełnie różnej opłacalności — i tylko procent to pokaże.

4. Posortuj listę od najwyższej marży do najniższej. Patrz na całość, ale skup się na dolnej części.

5. Przy każdej pozycji na dole zadaj jedno pytanie: czy rozumiem, dlaczego to tu jest — i czy to świadoma decyzja, czy przypadek?

Potem warto zrobić jeszcze jedno przejście: posortować tę samą listę według przychodu i sprawdzić, jaką marżę dają najwięksi. Ta lista staje się kolejnością optymalizacji — mówi, gdzie poprawa procesu da największy efekt w złotówkach.

infografika jak policzyc 13 09 2026

Dlaczego ten problem tak długo pozostaje niewidoczny

Cztery mechanizmy, które sprawiają, że to trwa latami:

Handlowcy sami ustalają rabaty, żeby złapać zlecenie — często bez informacji, jak konkretny rabat wpływa na marżę. Jeśli premia zależy od obrotu, a nie od marży, system wręcz zachęca do schodzenia z ceny.

Koszty obsługi trafiają do wspólnej puli. Nadgodziny, przezbrojenia i reklamacje wygenerowane przez jednego klienta rozkładają się na wszystkich.

Nikt nie liczy rentowności pojedynczych klientów ani produktów. Sprawdza się wynik całej firmy, raz w roku, przy okazji zamknięcia.

Decyzje zapadają milcząco. Nikt formalnie nie zdecydował, że utrzymujemy nierentownego klienta. Po prostu tak zostało i nikt tego nie zakwestionował.

infografika niewidoczne 13 09 2026

Cztery rzeczy, od których możesz zacząć dziś

Wypisz 10 największych klientów i przy każdym zanotuj dwie rzeczy: jaki dostaje rabat i jak często wymusza zmiany w planie produkcji.

Policz dla nich realną marżę — przychód minus rabat minus dodatkowy koszt obsługi. Nie sam przychód.

Zrób ten sam rachunek dla 2–3 głównych produktów albo linii produktowych. Mechanizm działa na obu poziomach.

Zadaj sobie jedno pytanie: czy największy klient jest jednocześnie najbardziej rentowny? Jeśli to dwie różne nazwy — masz odpowiedź, gdzie szukać dalej.

Podsumowanie

Cztery rzeczy warte zapamiętania:

Wynik całej firmy to średnia, która ukrywa bardzo różne historie poszczególnych klientów i produktów.

Największy klient nie zawsze jest najbardziej opłacalny — czasem jest dokładnie odwrotnie. Ten sam mechanizm działa na poziomie produktów.

Mniej rentowny klient bywa uzasadniony strategicznie, pod warunkiem że to świadoma decyzja, a nie przypadek.

Rentowność klienta i produktu da się policzyć w Excelu, w jedno popołudnie, bez żadnego systemu.

Najtrudniejsze w tym wszystkim nie jest liczenie. Najtrudniejsze jest zobaczyć, że klient, którego nazwa najczęściej pada na spotkaniach, może być tym, który zarabia najmniej.

Chcesz wiedzieć, którzy klienci naprawdę zarabiają w Twojej firmie?

Zajmuję się wdrażaniem controllingu finansowego w firmach MŚP — bez zatrudniania etatowego CFO. Zaczynamy od bezpłatnej konsultacji 30 minut, na której przechodzimy przez Twoje liczby i ustalamy, od czego zacząć.